poniedziałek, 9 maja 2016

Z chustą na KRECIE - wspomnienia z kwietniowo/majowego, rodzinnego wypadu (2015)

Temat WAKACJE Z CHUSTĄ, albo chusta na wakacjach ;) .

To będzie tekst subiektywny o tym jak się podróżuje, zwiedza, odpoczywa, mając małe dziecko (dzieci) i decydując się na noszenie je w chuście. Jakie są plusy i minusy, ułatwienia i wyzwania, co mówi teoria, a co praktyka, co się nam podobało, a co denerwowało.

Nie będzie o tym co lepsze dla kogo, kiedy, jak i gdzie - wózek czy chusta, ani chusta czy nosidło.
Sezon wiosenno-letni obfituje w podróże bliskie, dalekie, małe i duże. Nasza rodzina w składzie 2+4 rozpoczęła go wyczekanym i wymarzonym wyjazdem na Kretę na 8 dni z dwiema chustami, świadomie i z założenia bez wózka. Mieliśmy plan, żeby czas spędzić aktywnie, na licznych wędrówkach. Zakładaliśmy trasy płaskie, górzyste, skaliste, po chodnikach, asfaltach, piaskach, kamieniach, na słońcu, wietrze, w jaskiniach, w butach i bez, itd.
Noszący: obydwoje rodzice
Noszone: Felicja 11 miesięcy (niechodząca), Cecylia 3 lata z hakiem
Chusty: Lenny Lamb bawełna+bambus 3,8m, Storchenwiege bawełna 4,6m

Wykorzystywane wiązania (od najczęściej używanego):

KANGUREK
Był idealny do spania i spokojnego czuwania dla Młodszej, na wędrówki krótkie, średnie długie, zakupy, podziwianie widoków i co tylko. W tym wiązaniu można wytrzymać naprawdę dużo i długo J . Lubimy je obydwoje. Zdecydowanie najbardziej ;)

PLECAK PROSTY
Świetnie się sprawdzał przy niespiesznych spacerach i potrzebie zmiany perspektywy dla Młodszej oraz na odpoczynek i drzemki dla Starszej (14kg!) . Był idealny dla jej gabarytów. Noszenie z przodu takiej osóbki odpadało według nas całkowicie. Nawet nie mięliśmy zamiaru próbować. Zdecydowanie ułatwiał też zajadanie się lodami, wspinanie pod górę, czytanie mapy i zmieniał układ noszonego ciężaru, co było ważne dla kondycji - pleców, ramion i reszty ciała ;). Ciało rodzica po prostu lubi nosić w plecaku J

KIESZONKA
Sprawdzała się kiedy Młodszej się nudziło i zaczynała się wiercić, podskakiwać i wymagała zabawiania, a do celu było daleko. I tu ja – wielbicielka wyżej wspomnianych wiązań, schyliłam głowę z pokorą i przyznaję J – tak, przydaje się to wiązanie i rzeczywiście ma swoje plusy. Były chwile gdy właśnie kieszonka uratowała naszą wędrówkę. Mało tego – w skrajnych przypadkach, zdecydowałam się przełknąć gorzką pigułkę, odsunąć ideały trochę na bok i… pozwalać czasami wyciągać ręce, a nawet… sporadycznie podkarmiałam ciastkiem (!!!)

KANGUREK NA BOKU
Daje dziecku duże pole widzenia (przód, tył, boki), a jednocześnie możliwość wtulenia się i wygodnego oparcia głowy na piersi mamy. Używałam sporadycznie gdy Młodsza już bardzo się nudziła, bo niestety – obciąża ciało noszącego niesymetrycznie i to naprawdę nie robi dobrze na dłuższą metę, a w moim przypadku nawet na krótszą.

PLECAK Z KIESZONKĄ
Użyliśmy, a właściwie tata, raz dla testu przy Starszej. Wnioski takie, że dla rodzica wygodny, ale dziecku robił szpagat, grzał niemiłosiernie, materiał wbijał się w doły podkolanowe. Więcej nie próbowaliśmy, bo według nas się nie sprawdził, przynajmniej w takich temperaturach w jakich przebywaliśmy czyli powyżej 20 stopni.

PLUSY (najważniejsze)
- Mogliśmy poruszać się w zdecydowanie różnorakim terenie.
- W nowych miejscach, wśród wielu obcych twarzy łatwo mogliśmy zapewniać dziecku bliski kontakt, poczucie bezpieczeństwa i wygodę.
- Mięliśmy wolne ręce dla Starszych Dzieci, do picia, do jedzenia, do czytania mapy i wielu innych rzeczy.
-Kiedy wiedzieliśmy, że będziemy nieść dziecko 5 razy zastanowiliśmy się czy ta rzecz, którą chcieliśmy wziąć na pewno jest nam potrzebna. W ten sposób zdecydowanie ograniczaliśmy swój bagaż podręczny i nie targaliśmy ze sobą niepotrzebnych ciężarów.
- W postaci chust zawsze mięliśmy przy sobie koc piknikowy, koc do okrycia dziecka lub siebie, przewijak, zabawkę (ogony).
- Wzbudzaliśmy, a właściwie Dziewczyny w chustach rzucając wysoko uśmiechami, wiele entuzjazmu i miłego zainteresowania wśród miejscowych, a także innych turystów.



MINUSY (które nam dokuczały)
- Jest właściwie jeden główny i trzeba to przyznać, bo byłoby obłudą tego nie napisać. Tak intensywne noszenie ( czasami nawet po 7-8 godzin na dobę) dawało w kość. Po prostu męczyło. Chusta byłaby ósmym cudem świata, a nie narzędziem dla rodziców gdyby tak nie było ;).
- Druga sprawa jest taka, że chusty przy intensywnym użytkowaniu się brudzą. Nam to w sumie właściwie nie przeszkadzało i dodaję, żeby nie było, że znalazłam tylko jeden minus ;). Dłuższą chustę musieliśmy wyprać w trakcie wyjazdu, bo… choroba lokomocyjna dopadła naszego Syna i na nią zwymiotował w samochodzie. Niestety obficie… ;)

Na koniec dodam.
Gdybyśmy mieli zdecydować jeszcze raz, wybór byłby taki sam. Na Kretę tylko ze sprawdzonymi, ulubionymi szmatami J .